Realizując zamówienie z komentarza do wcześniejszej notki podaję co następuje:
Tak do końca to nie wiem o co chodzi z tym czwartym wymiarem. Swego czasu gdy chciało mi się jeszcze dystkutować o niczym, na jednym z forów poświęconych między innymi mistyce pojawił się taki oto wpis:
Poniżej cytat z Lyssa Royal i Germane o związkach czwartego wymiaru, całość tutaj:http://swietlniwedrowcy.pl/cms/index.php?option=com_content&task=view&id=71&Itemid=65
Jak myślicie, czy mogą istnieć już teraz? Jak daleko nam jeszcze do tego?
“UKRYWANIE WOBEC SZCZEROŚCISkoro trzecia gęstość bazuje na rozdzieleniu, zatem podstawy relacji trzeciej gęstości będą leżały w rozdzieleniu. Dlatego jedną z kluczowych idei tu zawartych jest ukrywanie. Zdefiniujemy to: jeżeli masz romans, nie mówisz o nim swojemu partnerowi. To jest rażący przykład. Jednakże ukrywanie wstrzymuje twoje prawdziwe uczucia wobec innych osób. Jeżeli coś lub ktoś cię rozgniewa, albo jeżeli widzisz, jak jakaś osoba rozwija się i nie chcesz powiedzieć zarówno o jednej, jak i o drugiej rzeczy, to właśnie jest ukrywanie. To nie może zaistnieć w czwartej gęstości rzeczywistości. W rzeczywistości czwartej gęstości biegunowym przeciwieństwem jest uczciwość – przez 100% czasu. W czwartej gęstości będziesz żył przez najpełniejsze wyrażanie tego, kim jesteś, a to oznacza, ze nic cię nie wstrzymuje. Kiedy wstrzymujesz swoją własną naturę, pomagasz konstruować kłamstwo, na którym opiera się związek. Taki związek jest wtedy iluzją, ponieważ nigdy naprawdę nie poznasz siebie ani nikogo innego.WARUNKOWA MIŁOŚĆ WOBEC BEZWARUNKOWEJ MIŁOŚCI
Druga kluczowa idea polega na tym, że trzecia gęstość podtrzymuje warunkową miłość. To oznacza, że będziesz obdarzać swoją miłością kogoś tylko wtedy, gdy ten ktoś wyjdzie naprzeciw twoim potrzebom i oczekiwaniom. Obdarzysz ich swoją miłością, pod warunkiem, że … (miejsce na dopisek). Nie zawsze to dzieje się świadomie. To nie jest tak, jak gdybyś usiadła i powiedziała: “cóż, nie obdarzyłam cię dzisiaj miłością, ponieważ chciałam, żebyś poprosił, żebym za ciebie wyszła, a ty tego nie zrobiłeś, więc ja nie zamierzam dać ci jakiejkolwiek miłości”. To nie jest takie świadome. To jest bardzo głęboko zakorzeniony wzór zachowania, od którego się uwalniasz. Ten proces uwalniania się może być bolesny, gdy uczysz się idei bezwarunkowej miłości. Nie musi to być bolesne, ale może być. Jakość bólu jest podobna do tego, gdy w czasie snu masz przygniecioną stopę, a gdy wstajesz odczuwasz “szpilki i igły”. Te odczucia przypominają ci, że jest coś do odczuwania. W tym sensie, gdy uczycie się idei bezwarunkowej miłości, ludzie wolą wybierać odczuwanie bólu, by przypomnieć sobie, że posiadają serca. Wiemy, że to brzmi nieco dziwnie dla wielu z was, ale niektórzy ludzie potrzebują bólu, by poczuć, że żyją, by wiedzieć, że mogą czuć, by odczuć własne serca. To często zdarza się podczas przechodzenia od warunkowej do bezwarunkowej miłości. Każdy z was dostąpił chwil całkowitej bezwarunkowej miłości. Były to zauważalne chwile, więc mogłeś poznać jej smak. Pole świadomości na waszej planecie nie jest jeszcze dość silne, aby wesprzeć tę ideę w najbliższej perspektywie czasowej. Ale ono zmienia się i rośnie z minuty na minutę. Zmienia się dużo szybciej, niż możecie sobie uświadomić i wy wszyscy stanowicie część zmieniającej się struktury przez lepszy kontakt z sobą samym i uczenie się kochania siebie…”
Nie powiem żebym wtedy (a i później) zgłębiał myśli zawarte w ksiażce z której pochodzi cytat. Ponieważ jednak czułem potrzebę wymądrzania się (jak widać nadal mi to jeszcze nie przeszło) to napisałem wtedy tak:
Zwiazki czwartego wymiaru… zmieniające się pole świadomości… miłość warunkowa.. bezwarunkowa. Jakoś to do mnie nie trafia, wygląda mi to na zabawę umysłu mającą na celu kolejny raz odwrócić naszą uwagę od tego co tu i teraz. Podążanie za czymś nieuchwytnym ale za to doskonałym.. za receptą na szczęście, sens życia.
Nauki mistyków a i w jakiejś malutkiej części własne doświadczenia i przemyślenia przekonują mnie osobiście że świat którego jesteśmy częścią jest czymś doskonałym i jednocześnie kompletnym. Jedyne czego możemy od niego oczekiwać to możliwości doświadczenia bycia jego częścią. Bo jest tylko jedno źródło cierpienia – doświadczanie oddzielenia czyli Ego.
Związki czwartego wymiaru nie są możliwe .. i teraz i w przyszłości. Bo bycie w związku jest możliwe tylko wtedy gdy istnieje Ego. Jedynie relacje między jednym a drugim Ego tworzą związek. Ego to akcentowanie swojej odrębności, to jej poszukiwanie, rozwijanie i obrona. A związki są jedną z form budowania i wspierania Ego. Potrafimy bronić nasze Ego od wewnątrz, robi to nasz umysł i chyba doskonale wszyscy wiemy na czym to polego. Ale nasze Ego potrzebuje też wsparcia z zewnątrz. Jak budowla która jest tym mocniejsza im bardziej symetrycznie ją podeprzemy. I to wsparcie z zewnątrz zapewniają nam inni ludzie. Zapewniają nas o naszej odrębności, niepowtarzalności. Akceptują nas i dowartościowują. Ale nie za darmo – chcą w zamian tego samego bo ich Ego też potrzebuje wsparcia. I taka jest natura związków – to są po prostu interesy.
Tymczasem bezwarunkowa miłość to by było coś jednostronnego, to rezygnacja z tożsamości, z oddzielenia. To akceptacja bycia częścią całości, brak wartościowania i zgoda na wszytko co nas spotyka, to rezygnacja z Ego. Tylko że jeśli zrezygnujemy z własnego Ego, zanegujemy je, to w jaki sposób będziemy mogli wspierać Ego innych. To niemożliwe bo było by to zaprzeczaniem naszej świadomości. No chyba że w jakiejś patologicznej formie .. swoistej schizofrenii czy rozdwojenia jaźni.
Myślę że czwarty wymiar (o ile dobrze go zrozumiałem z przedstawionego cytatu) czy oświecona świadomość to doświadczanie siebie jako części całości, siebie rozpuszczonego we wszechświecie. Ale czy całość może być w związku sama z sobą? No.. jeśli tak, to tylko taki związek jest możliwy.
Trochę mi się od czasu tej dyskusji poglądy zmieniły, powiedziałbym uprościły. Inaczej też postrzegam zjawisko Ego, nie szukam w nim winnego wszelkiego zła jakie udaje się nam doświadczyć. Ale… nadal uważam, że związki między ludźmi są oparte na prostych podstawach i nie da się do nich dorobić wyszukanych ideologii czy filozofii. Oczywiście nie oznacza to, że nie mogą przybierać wyszukanych form, mieć zróżnicowaną dynamikę i bogactwo tkwiące w różnorodności. Zawsze jednak u ich źródeł jest ta prosta relacja – coś za coś. I to jest właśnie piękne? Nieprawdaż ?