Blog PFP

29 październik 2008

Czwarty wymiar, zamówienie i (ich) związek.

Zaszufladkowany do: Uncategorized — peefpe @ 8:18 pm

Realizując zamówienie z komentarza do wcześniejszej notki podaję co następuje:

Tak do końca to nie wiem o co chodzi z tym czwartym wymiarem. Swego czasu gdy chciało mi się jeszcze dystkutować o niczym, na jednym z forów poświęconych między innymi mistyce pojawił się taki oto wpis:

Poniżej cytat z Lyssa Royal i Germane o związkach czwartego wymiaru, całość tutaj:http://swietlniwedrowcy.pl/cms/index.php?option=com_content&task=view&id=71&Itemid=65

Jak myślicie, czy mogą istnieć już teraz? Jak daleko nam jeszcze do tego?

“UKRYWANIE WOBEC SZCZEROŚCISkoro trzecia gęstość bazuje na rozdzieleniu, zatem podstawy relacji trzeciej gęstości będą leżały w rozdzieleniu. Dlatego jedną z kluczowych idei tu zawartych jest ukrywanie. Zdefiniujemy to: jeżeli masz romans, nie mówisz o nim swojemu partnerowi. To jest rażący przykład. Jednakże ukrywanie wstrzymuje twoje prawdziwe uczucia wobec innych osób. Jeżeli coś lub ktoś cię rozgniewa, albo jeżeli widzisz, jak jakaś osoba rozwija się i nie chcesz powiedzieć zarówno o jednej, jak i o drugiej rzeczy, to właśnie jest ukrywanie. To nie może zaistnieć w czwartej gęstości rzeczywistości. W rzeczywistości czwartej gęstości biegunowym przeciwieństwem jest uczciwość – przez 100% czasu. W czwartej gęstości będziesz żył przez najpełniejsze wyrażanie tego, kim jesteś, a to oznacza, ze nic cię nie wstrzymuje. Kiedy wstrzymujesz swoją własną naturę, pomagasz konstruować kłamstwo, na którym opiera się związek. Taki związek jest wtedy iluzją, ponieważ nigdy naprawdę nie poznasz siebie ani nikogo innego.WARUNKOWA MIŁOŚĆ WOBEC BEZWARUNKOWEJ MIŁOŚCI

Druga kluczowa idea polega na tym, że trzecia gęstość podtrzymuje warunkową miłość. To oznacza, że będziesz obdarzać swoją miłością kogoś tylko wtedy, gdy ten ktoś wyjdzie naprzeciw twoim potrzebom i oczekiwaniom. Obdarzysz ich swoją miłością, pod warunkiem, że … (miejsce na dopisek). Nie zawsze to dzieje się świadomie. To nie jest tak, jak gdybyś usiadła i powiedziała: “cóż, nie obdarzyłam cię dzisiaj miłością, ponieważ chciałam, żebyś poprosił, żebym za ciebie wyszła, a ty tego nie zrobiłeś, więc ja nie zamierzam dać ci jakiejkolwiek miłości”. To nie jest takie świadome. To jest bardzo głęboko zakorzeniony wzór zachowania, od którego się uwalniasz. Ten proces uwalniania się może być bolesny, gdy uczysz się idei bezwarunkowej miłości. Nie musi to być bolesne, ale może być. Jakość bólu jest podobna do tego, gdy w czasie snu masz przygniecioną stopę, a gdy wstajesz odczuwasz “szpilki i igły”. Te odczucia przypominają ci, że jest coś do odczuwania. W tym sensie, gdy uczycie się idei bezwarunkowej miłości, ludzie wolą wybierać odczuwanie bólu, by przypomnieć sobie, że posiadają serca. Wiemy, że to brzmi nieco dziwnie dla wielu z was, ale niektórzy ludzie potrzebują bólu, by poczuć, że żyją, by wiedzieć, że mogą czuć, by odczuć własne serca. To często zdarza się podczas przechodzenia od warunkowej do bezwarunkowej miłości. Każdy z was dostąpił chwil całkowitej bezwarunkowej miłości. Były to zauważalne chwile, więc mogłeś poznać jej smak. Pole świadomości na waszej planecie nie jest jeszcze dość silne, aby wesprzeć tę ideę w najbliższej perspektywie czasowej. Ale ono zmienia się i rośnie z minuty na minutę. Zmienia się dużo szybciej, niż możecie sobie uświadomić i wy wszyscy stanowicie część zmieniającej się struktury przez lepszy kontakt z sobą samym i uczenie się kochania siebie…”

Nie powiem żebym wtedy (a i później) zgłębiał myśli zawarte w ksiażce z której pochodzi cytat. Ponieważ jednak czułem potrzebę wymądrzania się (jak widać nadal mi to jeszcze nie przeszło) to napisałem wtedy tak:

Zwiazki czwartego wymiaru… zmieniające się pole świadomości… miłość warunkowa.. bezwarunkowa. Jakoś to do mnie nie trafia, wygląda mi to na zabawę umysłu mającą na celu kolejny raz odwrócić naszą uwagę od tego co tu i teraz. Podążanie za czymś nieuchwytnym ale za to doskonałym.. za receptą na szczęście, sens życia.
Nauki mistyków a i w jakiejś malutkiej części własne doświadczenia i przemyślenia przekonują mnie osobiście że świat którego jesteśmy częścią jest czymś doskonałym i jednocześnie kompletnym. Jedyne czego możemy od niego oczekiwać to możliwości doświadczenia bycia jego częścią. Bo jest tylko jedno źródło cierpienia – doświadczanie oddzielenia czyli Ego.
Związki czwartego wymiaru nie są możliwe .. i teraz i w przyszłości. Bo bycie w związku jest możliwe tylko wtedy gdy istnieje Ego. Jedynie relacje między jednym a drugim Ego tworzą związek. Ego to akcentowanie swojej odrębności, to jej poszukiwanie, rozwijanie i obrona. A związki są jedną z form budowania i wspierania Ego. Potrafimy bronić nasze Ego od wewnątrz, robi to nasz umysł i chyba doskonale wszyscy wiemy na czym to polego. Ale nasze Ego potrzebuje też wsparcia z zewnątrz. Jak budowla która jest tym mocniejsza im bardziej symetrycznie ją podeprzemy. I to wsparcie z zewnątrz zapewniają nam inni ludzie. Zapewniają nas o naszej odrębności, niepowtarzalności. Akceptują nas i dowartościowują. Ale nie za darmo – chcą w zamian tego samego bo ich Ego też potrzebuje wsparcia. I taka jest natura związków – to są po prostu interesy.
Tymczasem bezwarunkowa miłość to by było coś jednostronnego, to rezygnacja z tożsamości, z oddzielenia. To akceptacja bycia częścią całości, brak wartościowania i zgoda na wszytko co nas spotyka, to rezygnacja z Ego. Tylko że jeśli zrezygnujemy z własnego Ego, zanegujemy je, to w jaki sposób będziemy mogli wspierać Ego innych. To niemożliwe bo było by to zaprzeczaniem naszej świadomości. No chyba że w jakiejś patologicznej formie .. swoistej schizofrenii czy rozdwojenia jaźni.
Myślę że czwarty wymiar (o ile dobrze go zrozumiałem z przedstawionego cytatu) czy oświecona świadomość to doświadczanie siebie jako części całości, siebie rozpuszczonego we wszechświecie. Ale czy całość może być w związku sama z sobą? No.. jeśli tak, to tylko taki związek jest możliwy.

Trochę mi się od czasu tej dyskusji poglądy zmieniły, powiedziałbym uprościły. Inaczej też postrzegam zjawisko Ego, nie szukam w nim winnego wszelkiego zła jakie udaje się nam doświadczyć. Ale… nadal uważam, że związki między ludźmi są oparte na prostych podstawach i nie da się do nich dorobić wyszukanych ideologii czy filozofii. Oczywiście nie oznacza to, że nie mogą przybierać wyszukanych form, mieć zróżnicowaną dynamikę i bogactwo tkwiące w różnorodności. Zawsze jednak u ich źródeł jest ta prosta relacja – coś za coś. I to jest właśnie piękne?  Nieprawdaż ?  ;-)

7 październik 2008

Tęsknota.

Zaszufladkowany do: Uncategorized — peefpe @ 11:03 pm

Tęsknota to pożądanie tkwiące w refleksji. Dystans, który daje refleksja, odbiera pożądaniu siłę namiętności. Głębia refleksji obdarza zaś pożądanie trwałością, która ma moc zmieniania naszej duszy i umysłu, wpływania na nasze losy. Oczywiście nie zawsze, tęsknota daje szanse, ale nie daje gwarancji.
Sama w sobie niczego nie stanowi, jest tylko sygnałem wysyłanym przez głębsze warstwy umysłu w kierunku świadomości i podświadomości. Sygnałem jakiegoś deficytu, braku zaspokojenia jakichś potrzeb. Ale nie tylko sygnałem, jest bodźcem, który próbuje uruchomić zawarte w uwarunkowaniach procedury, które mogłyby temu deficytowi zaradzić. Bo tęsknota nie tylko informuje, nie tylko przekazuje beznamiętnie stan naszego posiadania, ale popycha nas do działania. W zasadzie to odbieramy tęsknotę głównie z tej strony jej natury. Potrzeba zobaczenia kogoś, dotknięcia, doznania, przeżycia czegoś, posiadania… czasem uzmysławiamy to sobie wprost. Czasem to jest smutek, melancholia… określony stan psychiczny, nastrój. Innym razem doznania fizyczne…. obręcz ściskająca klatkę piersiową, brak oddechu, ucisk w „dołku”, „wata” w nogach. Możliwości jest wiele, nie sposób wszystkie je wymienić. Mogą występować samodzielnie albo w kombinacjach, zmieniać się, znikać i pojawiać znowu. Intensywność też jest różna.. jest tęsknota delikatna jak zamglony poranek, który szybko znika przegoniony przez wznoszące się szybko nad horyzont słońce, jest tęsknota trwała w swej naturze jak masyw górski wiszący w bezruchu nad zmieniającą się w porach roku żyzną doliną. Siła tęsknoty może się zmieniać do tego stopnia, że może zamieniać ją w inne stany umysłu, niebędące już tęsknotą, chociaż mające nadal wiele z nią wspólnego. Jeśli siła tęsknoty, tkwiącego w niej pożądania będzie rosła, to człowiek utraci w pewnym momencie dystans i da się ponieść namiętności, emocji. To może być bunt, atak szału czy histerii… nagromadzone emocje będą musiały znaleźć ujście przez przerwaną tamę, którą stanowiła świadomość rzeczywistości, obiektywnych uwarunkowań. Nie będzie to już tęsknota, ale będzie to jej skutek. Z drugiej strony tęsknoty jest rezygnacja i apatia. Świadomość potrzeby nadal jest, ale pożądanie jest stłumione przez świadomość ograniczeń, jest wyparte przez uwarunkowania związane z koniecznością osiągania celów innych niż ten, ku któremu kieruje się tęsknota.
Tęsknotę odbieramy zazwyczaj, jako dolegliwość. Nic dziwnego, w jej naturze leży zwracanie nam uwagi na pewne sprawy poprzez wysyłanie bodźców o charakterze negatywnym. Gdyby było inaczej to wcale na nią byśmy nie reagowali, pewnie nawet byśmy jej nie zauważyli. Jest jak ból zęba przypominający o konieczności pójścia do dentysty, kto lubi ból zęba? Tyle, że każdy lubi mieć ładne i zdrowe zęby. I każdy, nawet, jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, chciałby mieć zaspokojone wszystkie potrzeby, które natura, wychowanie i doświadczenie życiowe wdrukowały w jego umysł. Właśnie o to „chcenie” dbają takie różne, najczęściej postrzegane jak uciążliwości, uwarunkowania. A tęsknota jest „procedurą systemową” (że użyję komputerowego porównania) do ujawniania i realizowania potrzeb tkwiących w ludziach.
Taaak… tylko jaki cel ma to moje pisanie? Czy obnażając, mniej lub bardziej nieudolnie, naturę tęsknoty chcę pokazać, że emocje, które wywołuje, które są z nią związane są niepotrzebne? Że nie należy się nią przejmować, że trzeba sobie racjonalnie poradzić z jej działaniem i skutkami. Mam nadzieję, że nikt nie odniósł takiego wrażenie.
Piszę o tęsknocie, bo chciałbym, żeby rozumienie i akceptacja tego zjawiska pomagały nam żyć. By świadomie odczuwana i przeżywana tęsknota służyła wzrastaniu i budowaniu osobowości, pogłębianiu wrażliwości i kształtowaniu charakteru w sposób pozytywny. Mówi się, „co Cię nie zabije to Cię wzmocni”, mówi się „świadomość określa byt”, a potem… Potem buntuje się przed najmniejszym nawet cierpieniem które pokazuje nam prawdę o nas samych, o naszych uwarunkowaniach i uwikłaniach. Szuka się tylko lekarstwa na objawy… pigułki szczęścia, która zapewni przyjemność i rozkosz na każde żądanie, w każdej chwili. Mhmm… ja rozumiem tą „tęsknotę”… gdzieś w głębi duszy też mam taką. Ale świadomość podpowiada mi, że to jedna z takich tęsknot, która nigdy nie może zostać zrealizowana. Jest kilka takich celów, do których dążymy, chociaż nigdy nie będziemy mogli ich osiągnąć. Wydaje się to nierozsądne czy nieracjonalne, ale tylko z perspektywy naszego Ego, bo to ono kształtuje naszą świadomość. W celach tych, w tych tęsknotach kryje się sens i logika życia, ale to nie temat tego tekstu.
Świadome przeżywanie tęsknoty zaczyna się od akceptacji wszystkiego, co nas w niej spotyka. Akceptacja to nie rezygnacja, nie odbiera nam prawa do działania, do kształtowania w dowolny sposób naszego sposobu postępowania. Ale wymaga świadomego przyjęcia skutków tego, co będziemy robić. To prawo dotyczy również niepodejmowania żadnych działań. Nie mylić z biernością, z rezygnacją. To tylko jeden z możliwych wyborów. Prawo do czekania na to, co przyniesie czas, ze świadomością możliwych skutków takiego wyboru. To wszystko wymaga czujności i uwagi, ale przecież tylko świadome życie czyni nas podmiotem a nie tylko przedmiotem bytu. Ta świadomość to właśnie „wolna wola” darowana przez Stwórcę naszemu gatunkowi. Największy dar, największe przekleństwo….
Świadomi naszej tęsknoty, świadomi w tęsknocie, świadomi w tym, co robimy pod jej wpływem. Dla mnie to jeden z możliwych obrazów, jeden z punktów widzenia, z którego spoglądamy na to, co jest naszym udziałem. Wiem.. tekst jest ogólnikowy, możliwe, że dla wielu niezbyt zrozumiały. Żeby pojąć, czym jest świadomość trzeba, chociaż raz jej doświadczyć, inaczej można tylko w nią wierzyć, a z samej wiary pożytek niewielki. Więc może na początek spróbować zaakceptować. Zaakceptować nie przez wypieranie tego, co budzi w nas sprzeciw, ale przez uświadomienie sobie swojego ograniczenia, przez uświadomienie sobie mizernej wiedzy o samym sobie. Jeśli chociaż raz uda się nam odnaleźć w sposób świadomy jakąś ukrytą prawdę, uwarunkowanie lub odruch, któremu ulegaliśmy w sposób bezrefleksyjny, to mamy szansę wyruszyć we najwspanialszą podróż naszego życia. Podróż w głąb samego siebie, świata tajemniczego i bogatego w treści, budzącego emocje i pozwalającego odkryć prawdy uniwersalne. I uwierzcie mi… wspaniałym przewodnikiem po tym świecie będą nasze tęsknoty.

Blog na WordPress.com.