Blog PFP

14 marca 2012

Medytacja – Kiler czy Zbawca?

Filed under: Uncategorized — peefpe @ 21:30

Moje Wraż(liwe) Natchnienie powiedziało dziś do mnie takie zdanie – „Używałeś medytacji żeby zabijać emocje”. Zatkało mnie najpierw, a jak już odetkało to było za późno by coś wyjaśniać bo rozmowa pogalopowała w ciekawsze rejony.  Ale, że bywam pamiętliwy to nie odpuszczę.

Umysł ludzki karmi się doznaniami. Bez nich degeneruje się i umiera. To fakt stwierdzony doświadczalnie i nie ma potrzeby z nim dyskutować.  Doznania mamy różne, od uczucia swędzenia gdy spaceruje po nas mucha po emocje wywołane przez wielką miłość wartą poematów,  opowieści godnych scenariusza i w rezultacie Oscara.  Mechanizm karmienia nimi umysłu jest ten sam, inna jest tylko siła działania i skuteczność w dziele zaspokajania apetytu umysłu. A apetyty ma nasz umysł nienasycony i na dodatek podlega on znanej skądinąd zasadzie że, rośnie w miarę jedzenia. Zasada ta nie wynika z tego że umysł jest pazerny czy chciwy ale z tego, że ma wbudowany pewien mechanizm samoregulacyjny polegający na tym, że siła bodźca który powtarza się i działa często, czy nawet bez przerwy, maleje. Nie jest to żadna niedoróbka Stwórcy, czy też ewolucji, jak ktoś woli tą nazwę, ale rodzaj bezpiecznika dla naszych zwojów mózgowych i całego organizmu. Po prostu jeśli silny bodziec, wywołujący mocne emocje manifestujące się fizycznymi reakcjami organizmu, działa na nas dłuższy czas to może doprowadzić organizm do skrajnego wycieńczenia i w konsekwencji do śmierci. A na to, pierwsza zasada naszego wewnętrznego oprogramowania (ŻYCIE NADE WSZYSTKO) pozwolić nie może. I dlatego za każdym razem gdy bodziec powtarza się maleje siła jego oddziaływania, zmniejsza się siła emocji nim wywoływanych. No.. to była teoria potrzebna do przejścia do zasadniczej części mojej dyskusji z tezą Natchnienia, Wrażliwego zresztą nie tylko z nazwy.

No tak, ale skoro maleje siła oddziaływania bodźców, a nie maleje apetyt umysłu na nie, a wręcz przeciwnie, im umysł sprawniejszy, doświadczony tym apetyt ma większy, to co się będzie działo. Ano proste, umysł będzie głodny, będzie żądał coraz więcej emocji,  silniejszych albo nowych.  I jeśli jest rzeczywiście sprawny i skuteczny to z łatwością poradzi sobie z szukaniem „pożywienia”.  W dzisiejszych czasach, gdy zaspokajanie podstawowych potrzeb fizycznych, mieszkania, pożywienie czy poruszanie się, jest coraz prostsze i zajmuje nam coraz mniej czasu, mamy coraz więcej czasu i możliwości na karmienie naszego umysłu najróżniejszymi bodźcami które karmią jego głód doznań. Tyle że nie tylko karmią a wręcz przekarmiają. Telewizja, internet, dostęp do różnych form aktywności i zwiększenie możliwości nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi. W tym takimi kontaktami które wywołują silne emocje czy doznania. Łatwo o emocje, łatwo o doznania. Potrzeba ich coraz więcej, coraz silniejszych. Zwiększa się siłą i ilość doznań, zmniejsza się wrażliwość na nie. Czyli trzeba znowu zwiększać siłę i ilość by nie czuć głodu doznań. I w pewnym momencie tracimy nad tym kontrolę. Okazuje się że chociaż umysł nadal jest głodny (bo on zawsze będzie głodny) to nie daje już rady przetwarzać tego wszystkiego co do siebie, w siebie, przyciągnął. A jeśli nawet przetwarza to w sposób patologicznie wręcz chaotyczny, bez kontroli woli, gubiąc rozsądek i wrażliwość na subtelności. Jeśli ktoś ma wątpliwości co do tego to niech zrobi prostą próbę, zamknie oczy i przez pięć minut postara się nie myśleć o niczym abstrakcyjnym a skupić się jedynie na odbieraniu jakichś prostych bodźców które dochodzą do niego przez ten czas. A najlepiej jednego typu bodźca na przykład niech stara się wyczuć jakie fizyczne doznania wywołuje w nim powietrze wchodzące i wychodzące przez nos. Najlepiej w ograniczonym obszarze, na przykład w dziurkach od nosa. Tylko tyle… nic więcej. Bez słuchania odgłosów w oddali, bez myślenia o pracy, rodzinie, kobietach, mężczyznach , polityce, filmach, teatrze… nic, tylko bez przerwy odczucia fizyczne w dziurkach nosa. To się może wydać głupie dopóki ktoś tego naprawdę nie spróbuje, dopóki nie zobaczy że nie jest panem swego umysłu, nie może mu niczego nakazać. Że umysł robi swoje i to na dodatek w sposób który nie uznamy za zbyt zorganizowany.

Pytanie czy komuś w ogóle chce się coś takiego sprawdzać, czy to co opisałem w jakiś sposób mu przeszkadza, czy czuje się przytłoczony apetytem umysłu na określone doznania czy emocje, czy radzi sobie z tym apetytem jeśli stwierdza że jest duży. Bo jeśli wszystko jest OK, jeśli nasze życie uważamy za najlepsze z możliwych, jeśli nie targają nami emocje, nie mamy dołków czy chwil zwątpienia to z całą pewnością nie ma sensu nic zmieniać. Dla takiej osoby to co piszę nie będzie miało większego sensu.  No ale  nie wszyscy tak mają.

Ja nie miałem.

Kombinowałem z doznaniami, emocjami, uczuciami na swój sposób. Z mizernym rezultatem. I w którymś momencie postanowiłem sprawdzić to, o czym mówiła pewna grupka ludzi, o metodzie radzenia sobie z problemami o których pisałem wyżej. Mówili żeby przestać skupiać się na emocjach czy doznaniach a  zająć się ich odbiornikiem, czyli własnym umysłem. Że jeśli mam problemy z nadmiarem bodźców, z radzeniem sobie z doznaniami które wywołują to najlepiej wyregulować swój apetyt na nie. Tak aby służyły mnie a nie ja im.

No i teraz wiem że można. Można zapanować nad umysłem, można zmusić go by kosztem jego głodu doznań moja świadomość potrafiła zaznać czasem chwil spokoju i spełnienia, można wysubtelnić jego wrażliwość na bodźce tak, że obserwowanie własnego oddechu czy naturalnych doznań na ciele jest doświadczeniem równie ekscytującym co najnowsza superprodukcja w 3D.  Chociaż tak naprawdę to nie chodzi o ekscytację, to coś innego. Przez obserwację prostych, najprostszych z dostępnych doznań, tylko i wyłącznie ich, pozwala się umysłowi dostrzec samego siebie. Przejrzeć się w tej pustce którą osiąga się czasem po długiej praktyce, w pustce cichej i spokojnej jak toń jeziora w bezwietrzny dzień,  i zobaczyć jak płyną przez nas najprostsze emocje i doznania. Jakim cudem jesteśmy my sami, jakim cudem jest świat w którym żyjemy i którego jesteśmy częścią. Bo i tego jesteśmy w stanie doświadczyć gdy nasze postrzeganie wykracza poza prostą transakcję umysł i woli. Poza tą wymianę w której wola umożliwia pozyskiwanie bodźców a umysł rewanżuje się doznaniami budzącymi żądze kolejnych bodźców. Wymianę w której jedna część nas staje się zakładnikiem drugiej i vice versa. Tak medytacja pozwala czasem dotknąć wolności, wolności w nas samych.

Czy medytacją zabijam emocje? Na pewno nie pozwalam im aby zabijały mnie (górnolotnie mówiąc) ale przecież ani nie chcę się ich pozbyć, ani  tym bardziej nie pozbywam.  Emocje są czymś naturalnym i potrzebnym do życia, pod warunkiem, że służą mnie jako całości. Życie to ciągłe poszukiwanie złotego środka, kompromisu pomiędzy różnymi, czasem sprzecznymi dążeniami w naszej naturze.  Emocje to tylko jeden z aspektów poszukiwania tego kompromisu, oprócz nich są jeszcze inne, chociażby racjonalna część mojego umysłu. I ta część w trakcie medytacji w równym stopniu co emocje jest usypiana na czas praktyki. Nie można więc sugerować że medytując jednostronnie traktuję strukturę swojej osoby. Chyba właściwym będzie powiedzieć to co napisałem wyżej. Medytacja usypia, na czas praktyki, te sfery umysłu które są najbardziej aktywne w stanie normalnej aktywności. Dzięki temu pozwala działać naturalnym procesom regulującym mechanizmy ich działania, regeneruje je i likwiduje te aspekty które nie są już potrzebne a które tkwią jeszcze we mnie bo z przyczyn niezależnych od woli nie zostały same usunięte.

Czy sen to śmierć? No pewne objawy są podobne, tracimy świadomość otaczającej nas rzeczywistości, przestajemy odbierać bodźce zewnętrzne w taki sposób jak na jawie, przestajemy być aktywni. Ale wszyscy wiemy że, tak nie jest, dlatego że wszyscy śpimy (no.. ogólnie rzecz biorąc).  Wszyscy znamy pozytywne działanie snu, jego skutki i nie dziwimy się że, zmęczona i jęcząca wieczorem osoba wstaje następnego dnia radosna, wypoczęta z totalnie innym nastawieniem do życia. I jeśli nawet sami nie doznamy dobrodziejstwa snu, to nie będziemy zarzucali drugiej osobie która spała, że następnego dnia ona zmienia się i jest inna niż my.  Że jest już inna i oddaliła się od nas.

Z medytacją to już nie tak prosto. Ktoś kto nie zaznał jej dobrodziejstwa nigdy nie zrozumie że osoba po dłuższej praktyce może zmienić się z korzyścią dla jej życia, dla życia w ogóle. Zwiększona wrażliwość na bodźce, skutkująca brakiem potrzeby silnych doznań, będzie odbierana jako coś wręcz przeciwnego. Jako zobojętnienie i niewrażliwość. Tym łatwiej że zrównoważony i spokojny umysł łatwiej radzi sobie z bodźcami negatywnymi, odrzuca je lub przetwarza w taki sposób by zniwelować ich działanie. To też kolejny dowód na wyalienowanie i brak wrażliwości medytującego. Podobnie jest z apetytem na doznania czy z potrzebą ekspresji emocji lub przeżywanych uczuć. No i w rezultacie wniosek jest prosty. Medytacja zabiła uczucia, emocje. Stępiła wrażliwość czy empatię.

I kiedy tak to wszystko czytam uświadamiam sobie że, w zasadzie to chyba niewiele wyjaśniłem. A z pewnością nie przekonam Natchnienia że, nie ma racji w swoim stwierdzeniu. W końcu każdy widzi świat swoimi oczyma, nie da się inaczej.  Przekonywanie kogoś, że mój punkt widzenia jest lepszy to w równym stopniu brak grzeczności, co działanie bezskuteczne. To może…   uznajmy, że tego co napisałem wyżej nie ma, a na stwierdzenie Natchnienia odpowiem – „No, skoro tak uważasz„.

 

Reklamy

3 komentarze »

  1. Muszę przeczytać jeszcze raz, gdy będę mieć więcej czasu. Przeczytać, wczytać się, przemyśleć.
    Na razie nasunęło mi się tylko to, że kto jak kto, ale ja kłopotów z ” wyłączeniem się” , ODERWANIEM, relaksem lub/ i snem nigdy nie miałam.
    Być może TO pozwoliło znieść mi rzeczy, których wielu chyba nie wytrzymałoby 😉

    Komentarz - autor: Angie — 16 marca 2012 @ 14:35 | Odpowiedz

  2. visit the up coming internet page

    Medytacja – Kiler czy Zbawca? | Blog PFP

    Trackback - autor: visit the up coming internet page — 19 stycznia 2016 @ 22:24 | Odpowiedz

  3. It’ѕ amazing designed fоr me tο hаve a web
    paɡe, which is ᥙseful for myy experience.
    thankjs admin

    Komentarz - autor: how do you play roulette — 14 października 2016 @ 01:36 | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: